W OBJĘCIACH DUNAJU, TERMALNYCH ŁAŹNI

I ZŁOTEGO BLASKU

 

BUDAPESZT


Budapeszt jest jedną z najważniejszych metropolii Europy.


Liczne muzea, galerie sztuki, opera oraz  wyjątkowa architektura, sprawiają, że miasto uznawane jest za bezsprzeczne centrum kultury i sztuki. Znajduje się tu aż 837 zabytków, a w samej stolicy istnieje  223 muzeów. Wiele z tych urokliwych zabytków, zostało wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, w tym m.in. malowniczy brzeg Dunaju czy Zamek Królewski. 


To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to budapesztańska architektura. To absolutny majstersztyk, uczta  dla wrażliwych na piękno oczu i zmysłów. Bogate zdobienia, misterne ornamenty, strzeliste wieże i monumentalne kopuły tworzą kompozycję, obok której nie da się przejść obojętnie. Mieszanka stylów od neogotyku przez barok, romanizm i klasycyzm, aż po zachwycającą secesję.


Miłośnicy architektury będą absolutnie zachwyceni i oczarowani. Ale i nie tylko oni.  Budapeszt przemawia nie tylko do znawców stylów. Każdy, kto nosi w sobie choć odrobinę wrażliwości, dostrzeże ten czar i subtelny urok.


Moja dusza - zakochana w baroku, romantyźmie i secesji - została w tym mieście. Do dziś, gdy wracam myślami do Budapesztu, czuję to samo - złociste piękno, miękki blask i ciepło, które rozlewa się po sercu jak światło zachodu nad Dunajem. 

 

To miasto widziało potęgę, upadek, okupację, odbudowę. A mimo to, stoi dziś dumnie, złote i spokojne. 

Spacerując między Budą a Pesztem, miałam wrażenie, że przechodzę nie tylko przez most, lecz przez epoki. Każdy krok był jak dialog z przeszłością, która nie została zapomniana, lecz wkomponowana w teraźniejszość. A potem przyszła cisza łaźni. Para unosząca się nad wodą. Ciepło, które przenikało ciało.

I ta myśl, że miasto, które przetrwało tyle burz, wciąż potrafi być miejscem ukojenia.

Elegancki, misternie zdobiony, spowity parą dawnych łaźni i złocący się jak najcenniejszy skarb nad wodami Dunaju - Budapeszt od pierwszej chwili otula zmysły.

 

Budapeszt nie tylko się ogląda - jego się czuje.
W wilgotnym powietrzu unoszącym się nad wodą, w cieple Parlamentu mieniącego się złotem, w szumie Dunaju, który miękko opływa miasto niczym jedwab. Nocą szczególnie wnika pod skórę.

Wystarczy stanąć nad rzeką, poczuć chłodną wilgoć na policzkach, pozwolić, by złote światło osiadło na skórze. I nagle wiesz, że to miasto nie jest tylko miejscem.
Jest doświadczeniem.
 

 

 

Złociste piękno, miękki blask i ciepło, które rozlewa się po sercu

jak światło zachodu nad Dunajem. 

 

 

Budapeszt. Stolica i największe miasto Węgier. 


Położony nad wodami Dunaju, który od wieków stanowi jeden z najważniejszych szlaków handlowych Europy.


Największy rozkwit Buda i Peszt przeżywały za panowania Zygmunta Luksemburskiego. To właśnie wtedy miasto zaczęło nabierać znaczenia w Europie Środkowej. W czasach Jagiellonów, Budapeszt należał do największych i najważniejszych miast Europy (wraz z Wiedniem, Pragą i naszym polskim Krakowem). 


Rok 1526 przyniósł jednak dramatyczną zmianę - rozpoczęła się okupacja turecka. Wiele kościołów zostało zniszczonych, inne przekształcono w meczety, a część rodzimej ludności opuściła miasto. Ich miejsce zajęli m.in. Grecy, Ormianie i Serbowie.
Z tamtego okresu przetrwało jednak coś wyjątkowego - termalne łaźnie. To właśnie one, wybudowane w czasach osmańskich, do dziś są jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Budapesztu i miejscem, które przyciąga podróżników z całego świata.


Po ponad 150 latach okupacji, znaczna część Węgier została wyzwolona przez wojska habsburskie. Miasto ponownie zaczęło się odbudowywać i rozwijać.  

W okolicy roku 1896, zaczęły powstawać najsłynniejsze budowle: monumentalny gmach Parlamentu - wówczas jeden z największych na świecie, pierwsza linia metra na kontynencie europejskim, dworzec Nyugati - ówcześnie największy dworzec kolejowy w Europie i największy port rzeczny na Dunaju. 


Zarówno I, jak i II wojna światowa, mocno dotknęły miasto, które dopiero co odzyskało dawny blask. Mimo zniszczeń Budapeszt ponownie się podniósł. Odbudował swoją tożsamość, architekturę i ducha - łącząc w sobie historię, elegancję i niezwykłe piękno. 

 

 

 

 

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

„Czasem wystarczy usiąść nad rzeką i patrzeć, jak złoto nocy odbija się w wodzie, aby zrozumieć,

że jesteś dokładnie tam, gdzie prowadziło Cię serce.”


  

„Nie zdobywa się świata. Zdobywa się siebie.”


 MAREK KAMIŃSKI


  

overthehorizon

25/04/2026

"I może właśnie o to chodzi w podróżach - o chwile, które czuje się głębiej niż potrafimy je nazwać."


  

Dunaj nocą

 

Miasto skąpane w blasku złota

 

Kontynuując ten magiczny wieczór, spacerowaliśmy deptakiem tuż nad rzeką. Niczego więcej już nie potrzebowaliśmy. Budapeszt dał nam tego dnia tyle pięknych chwil i emocji, że trudno było sobie wyobrazić coś jeszcze.


A jednak… pamiętacie, jak we wstępie wspominałam o niespodziance? To słuchajcie...


Otuleni szalikami, szliśmy dalej wzdłuż promenady, aż zatrzymaliśmy się przy jednym z katamaranów organizujących wieczorne rejsy po Dunaju.

I tak… nadszedł moment, gdy i my mieliśmy wejść na jego pokład.
Mimo szczypiącego w policzki mrozu (było wtedy około -13 stopni, a nad wodą jeszcze chłodniej), z zachwytem i błyskiem ekscytacji w oczach, wsiedliśmy na statek, nie wiedząc jeszcze, jak bardzo ten moment zostanie z nami na długo.

Powitalny kieliszek szampana, przygaszone światło, szum fal uderzających o burty i widoki, które do dziś wywołują u mnie gęsią skórkę… 


Budapeszt oglądany z tej perspektywy wydawał się zupełnie inny. Jeszcze bardziej magiczny. Jeszcze bardziej poruszający.
Widok rozświetlonego milionem świateł Parlamentu został ze mną na zawsze. Nie przesadzę, jeśli powiem, że nocą wygląda jak absolutne dzieło sztuki. Złoto w najczystszej formie.

A Dunaj, odbijający ten blask, tworzy obraz, którego nie da się zapomnieć. Aż chciałoby się namalować ten zachwycający pejzaż.


Do dziś uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych budynków, jakie widziałam w życiu… a widziałam ich  naprawdę wiele. Parlament o każdej porze dnia wygląda absolutnie doskonale, lecz nocą robi piorunujące wrażenie!

 

Są w życiu takie chwile, które często trudno opisać słowami, bo czujemy je całym sobą.

Ten wieczór był właśnie jedną z nich. Zimno szczypało w policzki, ale gdzieś w środku było tylko ciepło, spokój i zachwyt. Były tylko światła, kołyszące wody Dunaju i my. Reszta świata na chwilę przestała istnieć. Ten wieczór miał w sobie coś niezwykle wzruszającego, jakby czas zwolnił tylko po to, byśmy mogli poczuć go naprawdę. 


I może właśnie o to chodzi w podróżach - o chwile, które przeżywa się sercem.
 


 

 

 

8. Atrakcje/Miejsca płatne/Pamiątki

- Parlament , bilet wstępu: 100zł/os.
- Łaźnie Gellerta, bilet wstępu: 100zł/os. 
- Wieczorny Rejs po Dunaju: 40zł/os.

 

- Magnesy (5sztuk) około 100zł


Płatnych atrakcji jest oczywiście o wiele więcej. My jednak zdecydowaliśmy się na te powyższe i uważam, że to idealny zestaw na weekendowy wypad do Budapesztu, by w pełni poczuć jego klimat. Nie chodzi o to, by zobaczyć wszystko. Czasem wystarczy kilka chwil, które naprawdę zostają w sercu. 

I pamiętajcie Kochani, że całkowity koszt wyjazdu zależy przede wszystkim od Was, Waszych wymagań, poziomu komfortu oraz wielu innych czynników, które mogą znacząco wpłynąć na finalny budżet podróży. Przy odpowiednim planowaniu i odrobinie elastyczności można łatwo dopasować wydatki do własnych preferencji. Wystarczy wybrać tańsze opcje noclegowe, przygotować część posiłków samodzielnie czy korzystać z darmowych atrakcji, których w każdym mieście naprawdę nie brakuje.

Bo najpiękniejsze w podróżach często okazuje się to, co nic nie kosztuje. Zachwyt, przestrzeń i chwile, które poruszają duszę. 🌍

Może teraz Twoja kolej, by ruszyć po swoje wspomnienia? 


 

black DSLR camera near passport

 

4. Ubezpieczenie podróżne i karta EKUZ

Jak już pisałam w artykule o Islandii, ubezpieczenie podróżne to dla mnie kluczowy element, który warto wziąć pod uwagę przed każdą podróżą, zarówno krajową, jak i zagraniczną. Chroni ono przed nieprzewidywalnymi sytuacjami, które mogą wystąpić w trakcie wyprawy, takimi jak wypadki, choroby, utrata bagażu czy opóźnienia lotów. 

Dobre ubezpieczenie podróżne daje poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu można w pełni cieszyć się podróżą, mając pewność, że jesteśmy chronieni na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. Samo ubezpieczenie można wykupić nawet na kilka dni przed podróżą. 
Kwotę ubezpieczenia, jego zakres, cenę oraz okres trwania dopasujecie indywidualnie pod swoje potrzeby.

Osobiście korzystam ze strony Rankomat , i wybieram najbardziej odpowiedni dla mnie wariant w danej podróży. 

 

5. Potrzebne dokumenty

Ważny dowód osobisty lub paszport. Wiza nie jest wymagana dla obywateli Polski. 

 

6. Płatności na miejscu

W Budapeszcie powszechnie zapłacicie kartą, lecz warto mieć trochę gotówki na napiwki, toalety, czy jakiś małe zakupy u lokalnych sprzedawców.
Lokalna waluta to  Forint- HUF.
My korzystaliśmy przede wszystkim z karty wielowalutowej Revolut oraz karty naszego polskiego banku. 

 

7. Jedzenie

Standardowo, lecąc z Polski, zabraliśmy ze sobą domowe kanapki. To świetne rozwiązanie z kilku powodów: zawsze masz je pod ręką, niezależnie od pory dnia nie musisz szukać otwartych sklepów czy restauracji, by zaspokoić głód. Są zdrowe, smaczne i naprawdę sycące - unikamy tym samym szybkich rozwiązań typu fast food. No i wiadomo… cena ;)

Na miejscu korzystaliśmy głównie z lokalnych sklepików, a także odwiedziliśmy restaurację Vegan Garden Budapest. Jedzonko i ceny - sztos. Za porządny obiad czy kolację zapłaciliśmy około 35–50 zł, co jak na stolicę jest naprawdę bardzo przyjemną opcją.

Jest jednak coś, czego koniecznie musicie spróbować będąc w Budapeszcie. Kürtőskalács - węgierskie kołacze.

Ciepłe, pachnące cynamonem, z lekko karmelizowaną, chrupiącą skórką. Zajadaliśmy się nimi przez cały wyjazd i do dziś za nimi tęsknię. Kupicie je w małych przydrożnych budkach - często już z daleka czuć zapach drożdżowego ciasta i cynamonu, więc na pewno znajdziecie :) 

Czasem wystarczy  zapach cynamonu, by znów na chwilę wrócić do Budapesztu.
 

 

 

 

Lecąc do Budapesztu, nie miałam wielkich oczekiwań. Po przeczytanych gdzieś w odmętach internetu artykułach miasto wydawało się „jak każde inne” - trochę zabytków, kilka mostów, europejska pogoda, klasyczna stolica. Rzadko pozwalam, by cudze opinie wyznaczały moje kierunki. Dlatego musiałam sprawdzić to sama ;)
I faktycznie, wszystko zmieniło się tuż po wylądowaniu.


Gdy jechałam autobusem w stronę centrum, zaczęłam dostrzegać pierwsze perełki. Na horyzoncie wyłoniło się dostojne wzgórze, obok barwne mosty przerzucone nad Dunajem - szerokim, spokojnym i majestatycznym.


Mimo że znajdowałam się w samym sercu miasta, Budapeszt przywitał mnie ciszą. Bez nadmiaru turystów, bez zgiełku. Być może dlatego, że odwiedzałam go całkowicie poza sezonem - był przecież styczeń! Wszechobecna szarość, ciężkie chmury i krople deszczu witały się ze mną przy każdym kroku. Dla wielu to nie jest wymarzona aura. Dla mnie? Dodawała temu miejscu głębi i charakteru.
Spędziłam tu tylko dwa pełne dni. A jednak wystarczyły, by zakochać się w każdym widoku, w wyjątkowej architekturze i w chłodnych wieczorach rozświetlonych złotym blaskiem Parlamentu.

Zapraszam Cię więc w podróż - nie tylko po Budapeszcie, ale po doświadczeniu, które przypomina, że świat oferuje nam znacznie więcej, niż mamy odwagę sobie wyobrazić.
 

Odkrywanie Budapesztu - najpiękniejsze miejsca,

które zawładną Twoim sercem. 

 

Każda podróż zaczyna się od dobrego planu – to pierwszy krok, który pozwala zamienić marzenia o dalekich destynacjach w rzeczywistość. Planowanie to nie tylko kwestia wyboru miejsca i daty, ale także przemyślanej organizacji. Dobrze zaplanowana podróż nie tylko zapewnia poczucie bezpieczeństwa i pewności, ale także tworzy solidną podstawę, na której możemy swobodnie budować nowe doświadczenia.

Planowanie podróży: Jak zamienić marzenia w rzeczywistość

eyeglasses on map

Założenia

Plan był prosty - krótki, weekendowy city break we dwoje i doświadczenie budapesztańskich, termalnych łaźni.

 

 

Maksymalnie 2-3 dni, tylko z bagażem podręcznym w postaci plecaka.


Celowałam w styczeń. Pogoda nie grała dla mnie większej roli, bo wierzę, że każda ma swój urok. Wystarczy odpowiednio się ubrać - i nawet zimowy spacer może być piękny.


Budżet wyjazdu założyłam w przedziale 300-1000 zł na osobę. Wszystko zależało od tego, ile płatnych atrakcji zdecydujemy się zobaczyć oraz jakie będą ceny jedzenia na miejscu.

flat lay photography of camera, book, and bag

    Planowanie

 

1. Loty

Początek stycznia był dość trudnym okresem na znalezienie czegoś sensownego - głównie przez poświąteczne powroty i większy ruch na lotniskach. Co prawda miał to być weekendowy wypad, jednak cenowo nie była to wtedy najlepsza opcja.
Dlatego, kierując się ceną biletów, padło na wylot w niedzielę i powrót we wtorek.
Koszt biletów? Bajeczka. 120 zł w obie strony - no jak tu nie skorzystać!
Szczerze polecam zwiedzać poza sezonem. Jest mniej ludzi, ceny są niższe, a komfort odkrywania miasta bez dzikich tłumów - bezcenny.

 

2. Nocleg

W kwestii noclegu - jeśli mocno zależy mi na czasie, a generalnie tak właśnie jest - preferuję miejsca położone blisko centrum lub najważniejszych atrakcji. Dzięki temu odpadają wysokie koszty transportu czy komunikacji miejskiej, bo wszędzie zabierają nas własne nogi ;)


Szybkie przeszukanie Airbnb oraz Bookingu zaowocowało znalezieniem wyjątkowego miejsca. Jego klimat, zmysłowość i lokalizacja sprawiły, że bez większego namysłu zrobiłam rezerwację.
Pokój, z prywatną łazienką i zestawem do parzenia kawy i herbaty, to wszystko, czego zwykle potrzebuję na wyjazdach. Nie musi być wielki, pełen gadżetów czy innych dupereli, ze śniadaniem i obiadem w cenie. Wystarczy łóżko, prywatna łazienka oraz czajnik do zagotowania wody na poranną kawę.
To wszystko zapewnia mi komfort i poczucie bezpieczeństwa.


Mimo że podróżuję budżetowo, staram się wynajdywać takie perełki, które mają w sobie coś magicznego i klimatycznego. By po całym dniu zwiedzania jeszcze bardziej chłonąć duszę tego miejsca i odpoczywać. O tym miejscu napiszę Wam jeszcze później…
Koszt dwudniowego noclegu w tym miejscu wyniósł 320 zł za osobę.

 

3. Transport

Tutaj interesowały mnie dwie kwestie:

  • podróż do i z Warszawy na lotnisko - 60zł/os + parking przylotniskowy na 3 dni: około 40zł/os.

  • dojazd z lotniska do centrum Budapesztu i z powrotem - około 80zł/os.

 

Tak jak wcześniej już Wam wspominałam, z racji wybrania noclegu w samym centrum nie interesowała nas żadna inna komunikacja. Wszędzie docieraliśmy pieszo.

Co prawda wychodziło około 26–27 tysięcy kroków dziennie, ale dla mnie właśnie na tym polega prawdziwe podróżowanie. Bo miejsca najlepiej poznaje się powoli. Krok po kroku. To właśnie między jednym spacerem a drugim odkrywa się ich prawdziwą duszę.

 

 

 

„Są miejsca, które wyglądają jak bajka.

I są chwile, w których uświadamiasz sobie, że to Twoje życie właśnie nią jest.”

  

„Nie czekaj na idealne warunki.

One nigdy nie nadejdą.”

 MAREK KAMIŃSKI
 


  

„Są noce, w których światło mówi więcej niż słowa, a miasto opowiada historię tylko tym, którzy potrafią się zatrzymać.”


  

Most Łańcuchowy

 

Romantyczna ikona Budapesztu

 

Zaraz po Moście Wolności, jeden z najpiękniejszych mostów łączących Budę i Peszt. A jednocześnie pierwszy trwały most kamienny, który na stałe połączył oba brzegi miasta.


Zbudowany w latach 1839 - 1849 przez szkockiego inżyniera Adama Clarka, do dziś zachwyca swoją formą i precyzją wykonania. To prawdziwe arcydzieło inżynieryjne i jeden z symboli Budapesztu, który od lat budzi podziw zarówno mieszkańców, jak i turystów z całego świata.

Most Łańcuchowy to nie tylko konstrukcja. To także kolejny, ważny element historii i narodowej tożsamości Węgier. Pod koniec II wojny światowej został wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie. Jednak już kilka lat później odbudowano go i ponownie oddano do użytku, przywracając miastu jego charakterystyczny rytm.


Solidny, monumentalny, o niebieskiej barwie, ozdobiony charakterystycznymi łańcuchami i strzeżony przez rzeźby lwów przy wejściach, idealnie wpisuje się w krajobraz Budapesztu. Jego forma jest jednocześnie surowa i żeliwna a zarazem elegancka i delikatna.
 

Nocą Most Łańcuchowy nabiera zupełnie innego wymiaru. Światło rozlewa się miękko po jego konstrukcji, a Dunaj odbija je jak spokojne lustro.

Miałam okazję podziwiać go nocą  z poziomu Dunaju, gdy rozświetla się tysiącami świateł. Blask lamp odbijający się w chłodnej tafli wody nadaje jej ciepły, złoty i lekko różowy odcień, tworząc hipnotyzującą grę świateł w najróżniejszych tonacjach.

 

 

Randka w tym miejscu to coś niezwykle uroczego i wyjątkowego. Tu naprawdę nie trzeba nic więcej. Tylko ten otulający taniec świateł, piękno nocnego miasta spowitego chłodem i wtulenie się w cieple ramiona kochającego człowieka.
 

Baszta Rybacka

 

Najbardziej Bajkowe miesce na mapie Europy

 

 

Pierwsza moja myśl,  była prosta: to miejsce wygląda jak wyjęte z baśni…

Poczułam się jak księżniczka. Co prawda zamiast sukni miałam na sobie płaszcz i zimową czapkę ;) lecz klimat był dokładnie ten sam. Wszystko wyglądało jak żywcem wyrwane z logo Walt Disney Pictures.


A jednak to nie był sen ani bajka. To było miejsce, które istnieje naprawdę.
Mimowolnie ogarnął mnie zachwyt nad tym, jak wiele piękna potrafi stworzyć człowiek, gdy działa z wizją, cierpliwością i sercem.

 

Baszta została wybudowana w latach 1895–1902 według projektu Frigyesa Schuleka, w miejscu dawnych murów obronnych. Jej nazwa nawiązuje do średniowiecznego cechu rybaków, którzy niegdyś bronili tej części miasta.
Dziś Baszta Rybacka to neoromański taras widokowy i jedno z najpiękniejszych miejsc w Budapeszcie. Rozpościera się stąd widok na Dunaj, monumentalny Parlament i mosty spinające oba brzegi miasta.

 

To przestrzeń pełna łuków, wież i wieżyczek, ukrytych detali i schodków prowadzących w coraz to nowe zakamarki. Co ciekawe, o każdej porze dnia wygląda inaczej. Jasny kamień, z którego została zbudowana, zmienia swój charakter w zależności od światła, pogody czy deszczu, który dodaje jej jeszcze więcej magii.
Baszta posiada dwa tarasy. Dolny jest dostępny dla każdego bezpłatnie i to właśnie tę opcję wybraliśmy. Można stąd podziwiać architekturę z bliska, spacerować pod łukami i znaleźć idealne miejsce na zdjęcie z panoramą Budapesztu w tle.


Są miejsca, które przypominają, jak bardzo świat potrafi być nierealnie piękny. Baszta Rybacka była dla mnie właśnie takim momentem refleksji.

Chwilą, w której dorosłość na moment znika, a w jej miejsce pojawia się dziecięcy zachwyt i lekkość. Patrząc na te wieże i łuki, czułam, że marzenia nie są czymś odległym. One istnieją naprawdę, tylko my nie mamy odwagi po nie sięgnąć.
 


 

„Często to nie wielkość miejsca zachwyca najbardziej, lecz detale, które uczą nas widzieć więcej.”

  

Kościół Macieja

i Plac św. Trójcy 

 

Budzińska Świątynia Koronacyjna

 

Jeden z najbardziej znanych i najważniejszych kościołów na Węgrzech.

Znany również jako Kościół Najświętszej Marii Panny, a także nazywany Budzińską Świątynią Koronacyjną. Jego początki sięgają XIII wieku, co czyni go jednym z najcenniejszych zabytków architektonicznych Budapesztu.


Kościół znajduje się na przepięknym Placu św. Trójcy, który uznawany jest za serce historycznego Wzgórza Zamkowego. Otoczony wcześniej wspomnianym już Zamkiem Królewskim i Basztą Rybacką (o której opowiem Wam nieco później) tworzy przestrzeń, która zachwyca już od pierwszego spojrzenia.


Spójrzcie tylko na te detale. Gotyk przeplatający się z barokiem, bogactwo misternych rzeźbień, smukłe wieże wznoszące się ku niebu, ostrołukowe okna, witraże i ornamenty. To prawdziwa harmonia stylów i epok.

Jednak to, co urzekło mnie najbardziej, to kolorowa mozaika zdobiąca dach świątyni oraz seledynowe rynny. Tak, rynny. Nawet tak drobny element potrafi tu przyciągnąć uwagę i zachwycić.

Nie zaglądałam do środka Bazyliki, lecz  z informacji, które znalazłam, wiem, że jeśli macie trochę więcej czasu, naprawdę warto to zrobić. Wnętrze tej świątyni to podobno prawdziwa uczta dla miłośników piękna i architektury. Złocone ołtarze, rzeźby, wysokie sklepienia pokryte malowidłami oraz kolorowe witraże tworzą przestrzeń, która potrafi zachwycić każdego.


Kościół Macieja to nie tylko wizualne arcydzieło. To także miejsce o ogromnym znaczeniu historycznym. Był świadkiem licznych koronacji monarchów i przez wieki odgrywał ważną rolę na politycznej mapie Węgier. To właśnie tutaj koronowano m.in. Franciszka Józefa i jego żonę Elżbietę, oraz Karola I Habsburga. Znajdują się tu także groby ważnych postaci, takich jak król Béla III.

Od przylotu do Budapesztu dzieliło nas zaledwie kilka godzin, a ja już czułam się przepełniona pięknem. Wystarczy patrzeć i pozwolić, by zachwyt pojawiał się sam.

Nasycona, szczęśliwa i wdzięczna, że znów odważyłam się ruszyć w podróż.

A to, moi Drodzy… dopiero początek tego, co miało poruszyć moją duszę.

 

 

 

„Czasem wystarczy spojrzeć na miasto z wysokości, by poczuć, że

świat jest większy niż nasze obawy i bliższy niż nasze marzenia"

  

„Najpiękniejsze chwile przychodzą wtedy, gdy pozwalamy światu zachwycić nas bez pośpiechu"

  

"Każdy krok, każdy oddech i każda kropla deszczu przypominają mi, że

najpiękniejsze widoki wymagają czasem wysiłku, odwagi i cierpliwości.

A kiedy w końcu stajemy na szczycie, rozumiemy, że warto było iść dalej mimo zmęczenia"
  

„ Nie wszystkie miejsca zachwycają blaskiem.

Niektóre dotykają duszy ciszą i opowieścią ukrytą w surowych ścianach skał ”
  

 

„Są miejsca, które nie tylko łączą brzegi rzeki,

ale też budzą w nas odwagę, by przejść na drugą stronę własnych marzeń.”

 



  

Wzgórze Zamkowe i Zamek Królewski

 

Monument historii i widoków, które zapierają dech.

 

Ten monumentalny pałac, górujący nad brzegami Dunaju, należy do największych i najbardziej rozpoznawalnych atrakcji Budapesztu. Przez wieki był siedzibą władców Węgier, a jego początki sięgają XIV wieku. Od tamtego czasu zamek wielokrotnie przebudowywano, niszczono i ponownie przywracano do życia. Dopiero w ostatnich latach rozpoczęto działania mające na celu odtworzenie jego pierwotnego charakteru i dawnej świetności.

Na Wzgórzu Zamkowym można zwiedzić zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny dziedziniec. Ten pierwszy zachwyca przede wszystkim rozległą panoramą Dunaju, mostów oraz zabytkowej części miasta. Znajduje się tu także Taras Savoy z pięknym punktem widokowym oraz pomnikiem konnym księcia Eugeniusza Sabaudzkiego, dowódcy wojsk habsburskich. Uwagę przyciąga również Pomnik Turula, mitycznego ptaka będącego symbolem Węgier, a także misternie rzeźbiona Fontanna Macieja.

Wnętrza zamku kryją w sobie ważne instytucje kulturalne. Mieści się tu Galeria i Biblioteka Narodowa oraz Muzeum Historii Budapesztu. To przestrzeń, w której historia spotyka się ze sztuką, a ciekawa architektura tworzy wyjątkowe tło dla odkrywania przeszłości miasta.
 

Na Wzgórzu Zamkowym można spędzić wiele godzin, a nawet całe popołudnie, podziwiając detale fasad, ornamenty i rzeźby zdobiące mury. Wszystko zależy od tego, ile czasu chcecie poświęcić na spokojne odkrywanie tego miejsca oraz od budżetu, którym dysponujecie. Spacer po zewnętrznych dziedzińcach i okolicy wzgórza jest całkowicie bezpłatny. Natomiast wejścia do takich atrakcji jak Kościół Macieja czy Baszta Rybacka są już biletowane.

Jednak nawet podziwiane z zewnątrz potrafi zachwycić i zawrócić nam w głowie. O ich niezwykłym klimacie opowiem Wam w dalszej części artykułu.

Stojąc na Wzgórzu Zamkowym, czułam, że historia nie jest tu zamknięta w murach. Ona żyje w panoramie miasta, w świetle odbijającym się w Dunaju i w krokach ludzi, którzy od wieków przechodzą tymi samymi ścieżkami.
Miasto, które w ciągu dnia tętni życiem, nocą zwalnia i pozwala poczuć jego prawdziwą duszę. Złociste światła oświetlające monumentalne wzgórza Zamku Królewskiego, odbijają się w spokojnych wodach Dunaju, tworząc niemal hipnotyzującą scenerię.

Koniecznie przyjdźcie tu po zmroku, gdy Zamek Królewski rozświetla noc swoim złotym blaskiem i wygląda jak scena z baśni!
 

Várkert Bazár

 

Między ogrodami, historią i detalami,

które uczą zachwytu.

 

 

Miejsce, które odkryłam zupełnie przypadkiem, zmierzając w stronę Pałacu Królewskiego, zaskoczyło mnie swoją innością, architekturą i niezwykłą mieszanką wpływów kulturowych.

Ten neorenesansowy kompleks, wzniesiony w XIX wieku, pełnił niegdyś funkcję handlową. Znajdowały się tu sklepy, pracownie artystów i przestrzenie, w których tętniło życie dawnego Budapesztu. To właśnie w tej okolicy cumowały statki przywożące królewski orszak.

Dziś Várkert Bazár jest miejscem spotkań, rozrywki i odpoczynku. Mieszczą się tu galerie, muzeum, przestrzenie wystawowe, a także kino. Cały kompleks, wraz ze Wzgórzem Zamkowym i panoramą Dunaju, został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Spacerując pośród starannie przystrzyżonych ogrodów, długich pergoli i monumentalnych kolumn, miałam wrażenie, jakbym na chwilę przeniosła się w zupełnie inny świat.

W jego architekturze można dostrzec nutę orientu, przywodzącą na myśl pałace znane z tureckich opowieści. Jasny kamień, delikatnie nadgryziony przez czas, kontrastuje tu z chłodnymi turkusowymi mozaikami i subtelnymi detalami zdobiącymi wnętrza.


To przestrzeń, która zaprasza do zatrzymania się choć na chwilę. Do spojrzenia w górę - na dekoracyjne detale, anielskie twarze i misterną architekturę. A także,  w głąb siebie, w głąb naszej duszy wrażliwej na piękno.

 

To właśnie tu, wśród detali, które wielu ludzi mija obojętnie, kryje się prawdziwa magia odkrywania świata. 
 

 


 

Wzgórze Gellérta

i jego ukryte perełki

 

Widok, dla którego warto zrobić każdy krok pod górę.

 

Tuż za Kościołem Jaskiniowym roztacza się widok na malownicze Wzgórze Gellérta, które swoją nazwę zawdzięcza biskupowi Gellértowi. To właśnie w tym miejscu, według historycznych przekazów, został on zamordowany przez pogan.

Przez lata wzgórze owiane było także nutą tajemnicy. Lokalni mieszkańcy wierzyli, że na jego zboczach gromadzą się czarownice, odprawiające swoje sabaty pod osłoną nocy. Ta mroczna legenda nie zniechęciła mnie jednak do wspinaczki na szczyt. Wręcz przeciwnie - dodała temu miejscu jeszcze więcej intrygującego charakteru.

Wzgórze wznosi się na wysokość około 235 metrów ponad Budapesztem i uchodzi za jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w całej stolicy Węgier. Sam spacer nie należy do najłatwiejszych, szczególnie gdy towarzyszy mu siąpiący deszcz, śliskie ścieżki i plecak wypełniony bagażem na kilkudniowy wyjazd. Mimo wysiłku każdy krok wynagradza otaczająca natura i coraz szerzej otwierająca się panorama miasta.
Warto wiedzieć, że Wzgórze Gellérta jest jednocześnie rezerwatem przyrody i należy do Parku Narodowego Dunaj Ipoly. Dzięki temu zachowało swój dziki, nieco pierwotny charakter, który kontrastuje z miejskim rytmem Budapesztu.


Idąc szerokimi alejami, w wilgotnym powietrzu i lekkiej mgle, nagle zza drzew wyłania się monumentalny pomnik św. Gellérta. Jego postać góruje nad ścieżkami, przypominając o tragicznej historii biskupa, który próbując nawrócić pogan na chrześcijaństwo, został pojmany, zamknięty w beczce i zrzucony ze wzgórza wprost do Dunaju.


Co jakiś czas na trasie pojawiają się tarasy widokowe, z których można podziwiać pejzaż miasta. Szerokie aleje przechodzą momentami w strome schody prowadzące coraz wyżej. Jedno z takich miejsc otwiera widok na pomnik św. Stefana, pierwszego króla Węgier, który odegrał kluczową rolę w chrystianizacji kraju i budowaniu jego państwowości. Stąd rozciąga się także piękna panorama Mostu Wolności. 


Na samym szczycie planowaliśmy zobaczyć Cytadelę oraz Pomnik Wolności. Niestety w czasie naszej wizyty trwały tam prace remontowe, a cały teren był zasłonięty rusztowaniami i siatkami.

Zostaliśmy więc na szczycie chwilę dłużej, by w ciszy siąpiącego deszczu chłonąć piękną panoramę Budapesztu i spokojny rytm Dunaju płynącego w dole.
 

 

 

Kościół Jaskiniowy

(Gellért Hill Cave Church)

 

Mistyczne miejsce, w którym kamień, czas i wiara

splatają się w jedną opowieść.

 

Pośród malowniczych wzgórz Gellérta, w naturalnej jaskini wykutej w dolomitowej skale, znajduje się niezwykłe miejsce - Kościół Jaskiniowy, nazywany także Kościołem Skalnym.

Wnętrze jaskini skrywa niezwykłe formacje skalne, które powstawały tu przez tysiące lat. To przestrzeń pełna ciszy, historii i duchowości, która zdaje się pamiętać czasy znacznie wcześniejsze niż współczesny Budapeszt.
Korzenie duchowości tej jaskini sięgają jednak jeszcze dalej.

Wzgórze Gellérta swoją nazwę zawdzięcza biskupowi Gellértowi, którego w 1046 roku poganie zrzucili ze zbocza w ramach walki z chrześcijaństwem. Wydarzenie to na zawsze zapisało się w historii miasta, nadając temu miejscu szczególny, symboliczny wymiar.
Zanim jednak miejsce to stało się kaplicą, a później kościołem, było wielokrotnie zamieszkiwane. Przez pewien czas schronienie znalazła tu uboga rodzina, która w naturalnym otworze skalnym zbudowała niewielki dom z suszonych na słońcu cegieł, tworząc namiastkę codziennego życia w surowym otoczeniu skał.


Nieco później, w IX wieku pustelnik św. Iwan miał odnaleźć tu ukojenie i wewnętrzny spokój, żyjąc w harmonii z naturą i korzystając z leczniczych właściwości znajdujących się w pobliżu źródeł termalnych. Uważa się, że to właśnie z tych wód czerpano później inspirację przy tworzeniu basenów słynnych Łaźni Gellérta, jednego z najbardziej rozpoznawalnych uzdrowisk termalnych Europy. 

Na początku XX wieku mnisi z zakonu Paulinów, zainspirowani grotą w Lourdes we Francji, postanowili stworzyć w tym miejscu świątynię. W ten sposób jaskinia zaczęła pełnić funkcję sakralną, przyciągając wiernych i pielgrzymów.
Podczas II wojny światowej przestrzeń ta została zajęta przez wojsko i przekształcona w schronienie oraz szpital polowy. Po zakończeniu wojny przez kilka lat nadal odbywały się tu nabożeństwa, jednak w 1951 roku władze komunistyczne zamknęły świątynię, a zakonników aresztowano.
Dopiero w 1991 roku kościół ponownie otwarto i zwrócono zakonowi Paulinów. Do dziś pełni on funkcję miejsca modlitwy i refleksji, pozostając jednym z najbardziej niezwykłych i mistycznych zakątków Budapesztu.

Chłód ścian i delikatny zapach wilgotnej ziemi tworzą przestrzeń, w której łatwiej usłyszeć własne myśli. To miejsce nie potrzebuje wielkich słów ani monumentalnych form. Jego siła tkwi w prostocie i w historii zapisanej w każdym fragmencie skały.
 

Most Wolności (Szabadság híd)

 

Symbol siły, historii i cichej odwagi miasta.

 

Już z daleka przyciąga spojrzenie swoją intensywną zielenią i smukłą, niemal poetycką formą. Most Wolności rozciąga się nad szerokimi wodami Dunaju niczym elegancka wstęga łącząca dwa światy. Budę i Peszt. Przeszłość i teraźniejszość. Spokój i rytm wielkiego miasta. Liczy sobie około 330 metrów długości i aż 20 metrów szerokości


Spacerując po jego stalowych przęsłach, czułam, jak historia splata się tu z codziennością. Pod stopami miękko drżał asfalt, po którym niespiesznie sunęły żółte tramwaje i taksówki, a nad głową wznosiły się ozdobne łuki i misterne detale, przypominające, że architektura może być nie tylko funkcją, ale też sztuką.


Zwieńczony rzeźbami mitycznych ptaków Turul, most zdaje się strzec miasta i jego opowieści. Opowieści o czasie, w którym został zniszczony, i o odwadze, dzięki której powrócił do życia silniejszy niż wcześniej. Powstał w latach 1894–1896 i pierwotnie nosił nazwę Mostu Franciszka Józefa. To właśnie cesarz Austrii i król Węgier osobiście wbił ostatni nit podczas uroczystego otwarcia przeprawy. W czasie II wojny światowej konstrukcja została wysadzona przez wycofujące się wojska niemieckie.  Po zakończeniu działań wojennych most odbudowano i nadano mu obecną nazwę, która do dziś symbolizuje wolność i determinację narodu węgierskiego.


Szczególnie nocą, most nabiera zupełnie innego wymiaru. Zawieszone na jego ramionach latarnie rozlewają ciepłe światło na taflę Dunaju, a zielona konstrukcja zdaje się lekko unosić nad wodą. W takich chwilach trudno nie zatrzymać się na moment i nie poczuć, że podróżowanie to coś więcej niż przemieszczanie się z miejsca na miejsce. To spotkanie z emocjami zapisanymi w przestrzeni.


Każda przeprawa nad Dunajem jest jak pomost między przeszłością a teraźniejszością, przypominając o wydarzeniach, które ukształtowały to niezwykłe miasto.
Stojąc na Moście Wolności, czułam, że podróże właśnie są jak takie przeprawy. Łączą w nas to, kim byliśmy kiedyś, z tym, kim dopiero się stajemy.
 

DZIEŃ I

BUDA 

WZGÓRZA BUDAŃSKIE

 

Złocisty blask, Dunaj i serce pełne wdzięczności

 

Dzień zapowiadał się intensywnie - jak na mnie i moje podróże przystało 😉

Wiedziałam, że mamy tylko dwa pełne dni na zwiedzanie, dlatego nie chciałam tracić ani chwili. Prosto po przylocie do Budapesztu złapałam lotniskowy autobus, by jak najszybciej dotrzeć do centrum miasta. Do zameldowania w naszym noclegu mieliśmy jeszcze kilka godzin, więc bez pośpiechu zaczęliśmy odkrywać pierwsze zakątki Budapesztu. Z plecakami na ramionach, z ekscytacją w oczach i ciekawością tego, co przyniesie ten dzień. 
 

Pierwszy dzień poświęciłam Budzie - tej bardziej dostojnej, historycznej części miasta.


Na pierwszy plan wyłonił się Most Wolności, który już na starcie wprowadził mnie w klimat budapesztańskich przepraw nad Dunajem. Potem przyszło Wzgórze Gellérta i cytadela - miejsce, z którego miasto rozlewa się pod stopami jak złocista mapa. Podejście na wzgórze nie było łatwe. Piesza droga pod górę, siąpiący deszcz, a my z plecakami pełnymi całej dwudniowej wyprawki - to zdecydowanie nie ułatwiało wejścia. Ale… czego nie robi się dla takich widoków?

Przeszłam przez urokliwy Várkert Bazár i wspięłam się w okolice Zamku Królewskiego. Galeria Narodowa, Kościół Macieja i Baszta Rybacka tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że Budapeszt to architektoniczna poezja. Niesamowity kunszt. Te detale. Ta precyzja i lekkość formy.
Około godziny 14–15 przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, coś ciepłego do jedzenia i zebranie sił na kolejny spacer wśród budapesztańskich zakamarków.

Wieczorem czekała mnie niespodzianka zaplanowana przez narzeczonego. Jedno z najbardziej romantycznych przeżyć  <3 Ale o tym opowiem nieco później…
Złoto Parlamentu odbijające się w wodach Dunaju zamknęło ten dzień w najpiękniejszy możliwy sposób.
 

 

Atrakcjami na ten dzień były: 

  • Most Wolności w Budapeszcie

  • Gellért Hill Cave

  • Wzgórze Gellérta

  • Citadella

  • Citadel Lookout

  • Várkert Bazár

  • Zamek Królewski w Budapeszcie

  • Kościół Macieja w Budapeszcie

  • Baszta Rybacka

  • Most Łańcuchowy w Budapeszcie

  • Punkt widokowy na budynek Parlamentu

  • Budynek Parlamentu w Budapeszcie

  • Most Łańcuchowy w Budapeszcie

  • Nyugati Railway Station


 

Dzień zakończyliśmy w magicznym miejscu:  You Boutique Suites, Best Location by BQA
 


Ten nocleg polecam Wam po stokroć. Klimat wnętrza, miękkie światło i ta wanna w salonie - wszystko współgrało z elegancją Budapesztu. <3
Ciepła kąpiel po całym dniu spacerów i złote światło miasta odbijające się w wodzie sprawiły, że czas na chwilę przestał dla nas istnieć.
Byliśmy tylko my, przygaszone światło i spokojny rytm nocnego miasta.

Budapeszt otulał nas nocą.
Było w tym coś niezwykle zmysłowego. Ciepło światła, miękkość wieczoru i poczucie, że na moment świat może zwolnić tylko dla nas.

 

 

 

 

"Bo najpiękniejsze w podróżach często okazuje się tym, co nic nie kosztuje.

Zachwyt, przestrzeń i chwile, które poruszają duszę"


  

Bazylika św. Stefana

 

Między sacrum

a złotem, które przenika wnętrze.

 

 

Ostatnim miejscem naszej podróży była największa świątynia na Węgrzech. Jej budowa trwała blisko 50 lat, a oficjalne otwarcie nastąpiło w 1905 roku.

Z zewnątrz Bazylika wydaje się stosunkowo stonowana, klasycystyczna, wręcz surowa. Jednak jej wnętrze, podobnie jak w przypadku Parlamentu, skrywa bogactwo, które potrafi odebrać dech. Złoto, misterne zdobienia, freski i detale tworzą przestrzeń pełną przepychu, ale wciąż zachowującą swoją sakralną głębię.


Jednym z najbardziej niezwykłych elementów jest Prawica Świętego Stefana - zmumifikowana dłoń pierwszego króla Węgier, będąca jednocześnie narodową relikwią i jednym z najcenniejszych eksponatów świątyni.
Pod względem wysokości Bazylika jest trzecim najwyższym budynkiem Węgier mierząc 96 metrów i może pomieścić do 8500 wiernych.

Została nazwana na cześć pierwszego króla Węgier- Stefana I, który odegrał kluczową rolę w chrystianizacji Węgier i ukształtowaniu ich państwowości.

Jeśli zdecydujecie się zwiedzić wnętrze Bazyliki, czeka na Was również Taras widokowy znajdujący się na szczycie kopuły, skąd roztacza się panorama 360° na całe miasto, Wielki Dzwon św. Stefana ważący ponad 9 ton (największy dzwon na Węgrzech), Skarbiec oraz Krypty. 


My niestety, dotarliśmy do Bazyliki późnym wieczorem, przez co nie mieliśmy już  okazji zobaczyć wnętrza. Jednak opisy i zdjęcia znalezione w internecie, utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Ponoć to prawdziwa uczta dla oczu (co zresztą, w większości zabytków Budapesztu jest) a wszystko lśni  złotem niczym pałac i opływa luksusem. 

 

Ciekawostka: W Budapeszcie obowiązuje zasada, że żaden budynek nie może być wyższy niż Bazylika św. Stefana. Tak nakazuje prawo. Dlatego też, ku mojej uciesze, nie zobaczycie tu drapaczy chmur czy wysokich biurowców. 
 

„Najpiękniejsze podróże nie zawsze zależą od budżetu.

Zależą od tego, jak głęboko pozwalasz sobie je poczuć.”


  

Párisi Udvar

 

Hotelowy klejnot Budapesztu.

 

Párisi Udvar to pałacowy, pięciogwiazdkowy hotel położony w samym sercu Budapesztu, w dzielnicy Belváros, i bezpośrednim sąsiedztwie najważniejszych zabytków.

Łączy w sobie elementy stylu mauretańskiego, gotyckiego i arabskiego, zachwycając niezwykłą architekturą i dopracowanymi detalami. To miejsce stworzone z myślą o najbardziej wymagających gościach.
To zdecydowanie jeden z najbardziej ekskluzywnych i architektonicznie imponujących hoteli, jakie do tej pory widziałam. Nic dziwnego, że od razu trafił na moją listę miejsc do odkrycia.

Dziś luksusowy hotel, niegdyś był tętniącym życiem pasażem handlowym z butikami, kawiarniami i lokalnym rękodziełem. Swoją koncepcją przypominał francuskie pasaże, takie jak Passages des Panoramas. Dawna przestrzeń handlowa została przekształcona w spektakularne lobby, które do dziś stanowi serce tego miejsca. A jest co podziwiać.  Oprócz imponującego holu, hotel oferuje 110 pokoi, w tym apartamenty i rezydencje królewskie, strefę wellness ze spa, całodobową siłownię, elegancką kawiarnię z ręcznie wypiekanymi ciastami oraz restaurację serwującą kuchnię węgierską i międzynarodową.

Ogromnym atutem jest również lokalizacja. Tuż obok znajduje się stacja metra Deák Ferenc tér, jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych miasta, dzięki czemu można sprawnie dotrzeć do najpiękniejszych atrakcji Budapesztu. Párisi Udvar to miejsce, które łączy ponadczasową elegancję, nowoczesny komfort i wyrafinowany luksus. Można powiedzieć, że w pewnym sensie oddaje charakter całego Budapesztu.

Choć na co dzień podróżuję raczej budżetowo i tanio, staram się  wyszukiwać i zatrzymywać w miejscach z duszą, nieszablonowych, z  klimatem, lecz nadal przystępną ceną.  Párisi Udvar znajduje się na zupełnie innym poziomie. Średni koszt noclegu dla dwóch osób to około 2000 zł za dobę, podczas gdy standard w Budapeszcie to około 700 zł. Dla porównania, my za dwa dni w klimatycznym studio z wanną w salonie zapłaciliśmy 650 zł 😉

Tym razem pozostało mi jedynie zobaczyć to miejsce z zewnątrz. Nocleg w tym miejscu zdecydowanie przekraczał CAŁY mój budżet na weekendowy wyjazd. Ale nawet to wystarczyło, by poczuć jego klasę i wyjątkowość. Jestem pewna, że każdy, kto zdecyduje się tu zatrzymać, doświadczy niesamowitych wrażeń, przwyższajacych jego oczekiwania i uczyni każdą spędzoną tu chwilę wyjątkową. 
Doświadczanie piękna nie ma swojej ceny...a osoby wrażliwe na piękno doskonale o tym wiedzą. 

Są podróże, w których śpisz skromnie, ale budzisz się szczęśliwa. I są takie, w których stoisz przed luksusem, na który nie możesz sobie pozwolić, a mimo to czujesz zachwyt.

I może właśnie wtedy najbardziej rozumiesz, że piękno nie potrzebuje posiadania.
 


 


 

Parlament

(wnętrza)

 

Złoto, które opowiada historię

i onieśmiela rozmachem.

 

 

Bogato zdobione malowidłami, freskami i złotymi ornamentami wnętrza, potrafią wręcz oszołomić.

Początkowo czułam się nieco przytłoczono ogromem przestrzeni, wysokością sklepień, lecz chyba najbardziej ilością wszechogarniającego złota.

 

Czerwone dywany prowadziły nas w coraz to nowsze zakamarki budynku, odkrywając m.in Salon Izby Wyższej, Salę Posiedzeń, Wielka Salę Kopułową czy Wielkie Schody Reprezentacyjne, gdzie marmur, granit i złoto splatają się w jedną, niezwykle spójną całość.

Witrażowe okna wpuszczały nieśmiało światło dnia, jednak złoty blask dominował nad wszystkim co mnie otaczało. 


Zachwyt budził zachwyt, i tak z każdym kolejnym krokiem.

Podziwianie tak wyjątkowego, bogatego i onieśmielającego wnętrza było dla mnie czymś tak nieoczywistym i nieosiągalnym.  A jednak... dotarłam, byłam tam.

W samym sercu historii, sztuki i architektonicznego piękna.

Zwiedzanie wnętrz Parlamentu, jest absolutnie warte każdej złotówki, a właściwie - każdego forinta 😉
Bilety kupcie wcześniej online, gdyż na miejscu często są już nieosiągalne. W cenie biletu otrzymujemy audio przewodnika w prawie 26 jezykach świata, a na samo zwiedzanie potrzebujecie około 1.5 do 2 godzin. 

 


Z kwestii istotnych: wejście do Parlamentu wiąże się z kontrolą bezpieczeństwa podobną do tej na lotnisku (włącznie z magnetycznymi bramkami i kontrola osobistą). Konieczne jest posiadanie ważnego dokumentu tożsamości.
 


"Są miejsca, które onieśmielają swoim rozmachem, ale jednocześnie przyciągają czymś trudnym do opisania.

Przypominają Ci, jak wiele może być jeszcze przed Tobą"


  

Parlament

 

Tam, gdzie architektura staje się sztuką najwyższej klasy.

 


Gdybym miała wybrać jedno miejsce w Budapeszcie, które zachwyciło mnie najbardziej - bez wahania wskazałabym Parlament. To absolutny cud architektury, skąpany w złocie i dopracowany w najmniejszym detalu.


Monumentalny gmach w stylu neogotyckim zachwyca strzelistymi oknami, misternymi wieżyczkami i ogromną kopułą, a jego fasadę zdobią dziesiątki kamiennych posągów wielkich postaci węgierskiej historii.

Powiewające flagi dodają mu jeszcze więcej majestatu i charakteru.
Choć imponuje zarówno w dzień, jak i w nocy, moje serce skradł najbardziej podczas wieczornego rejsu po Dunaju. Rozświetlony tysiącami świateł, odbijający się w tafli rzeki, wyglądał jak żywe złoto.


Jest jednym z najbardziej charakterystycznych symboli i najczęściej fotografowanym miejscem na Węgrzech.
To jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Węgier.

 

Nic dziwnego - to trzeci co do wielkości budynek parlamentarny na świecie. Ma 96 metrów wysokości, 691 pomieszczeń, 29 wejść, 10 dziedzińców i niemal 20 kilometrów schodów.

Jeśli mało Wam liczb - spieszę natychmiast.

Do jego budowy użyto ponad 40kg 23-karatowego złota, 40mln cegieł, i pół miliona kamieni szlachetnych.  Przyznajcie... robi wrażenie!

Już z zewnątrz zachwyca kunsztem wykonania, ale jego wnętrza… przenoszą to doświadczenie na zupełnie inny poziom.


 

„Czasem najdalszą podróżą nie jest ta przez świat, lecz ta w głąb siebie.”




  


„Zatrzymaj się.

To właśnie tu tworzą sie wspomnienia"


  

 Łaźnie Gellért

 

Przestrzeń, gdzie orientalna elegancja spotyka się z błogim spokojem, a każdy detal - od rzeźbionych kolumn po misterną mozaikę, otula ciało i koi zmysły.

 

Historia tego miejsca sięga ponoć już XIII wieku, jednak sam kompleks powstał w latach 1912-1918.

W czasach Imperium Osmańskiego (XVI-XVII wiek) łaźnie uznawane były przez Turków za miejsce niemal magiczne i jednocześnie lecznicze. Wówczas funkcjonowały pod nazwą Sárosfürdő, co oznaczało „błotnista łaźnia”. Nazwa ta nawiązywała do osadzającego się na dnie basenów błota, niezwykle bogatego w minerały.


Wnętrza kryją w sobie prawdziwy świat relaksu i regeneracji. Znajdziemy tu łaźnie termalne wypełnione wodą z gorących źródeł wzgórza Gellért, baseny do zanurzenia, siedzenia, pływackie, a także zewnętrzny basen z falami. Ta „magiczna” woda, jak mawiali Turcy, bogata jest w magnez, wapń, wodorowęglany, siarczany, chlorki i fluorki. To właśnie ta unikalna kompozycja minerałów wspiera organizm i pomaga w leczeniu wielu dolegliwości, takich jak problemy ze stawami, kręgosłupem, krążeniem czy układem oddechowym.


Warto pamiętać, że woda w basenach jest naprawdę gorąca. Jej temperatura sięga od 20 do nawet 40°C! W końcu pochodzi wprost z gorących, naturalnych źródeł góry. 


Oprócz leczniczych korzyści, nie umknęła mojej uwadze architektura tego miejsca. Rozkoszując się kąpielą w basenie głównego holu, dostrzec możemy dumnie wyrastające spod tafli wody kolumnady, nad nimi ozdobne balkony otoczone zielenią, a gdy zadrzemy głowę jeszcze wyżej, podziwiać możemy szklany sufit w formie kopuły, przez który wpada miękkie światło.
Szczególne wrażenie zrobiły na mnie mniejsze łaźnie wyłożone niebieskimi kafelkami, ozdobione delikatnymi detalami i barwną mozaiką, która prowadzi wzrok aż ku rozświetlonej kopule. Całość dopełniają subtelne rzeźby i ornamenty, które nadają temu miejscu niemal pałacowy charakter.


Trudno się dziwić, że Łaźnie Gellért uznawane są za jeden z najbardziej ekskluzywnych kompleksów leczniczych w Budapeszcie.

 

Ciekawostka: Ze względu na niezwykłe wnętrza, łaźnie stały się także planem filmowym. Można je zobaczyć m.in. w filmie „I Spy” z Eddiem Murphym i Owenem Wilsonem oraz w naszej kultowej polskiej komedii „C.K. Dezerterzy”.

 

DZIEŃ II

PESZT

 

Ciepło królewskich łaźni, secesyjne mozaiki
 i wnętrza ociekające złotem

 


Po intensywnym pierwszym dniu, przyszedł czas na oddech. Poranek był spokojniejszy, wolniejszy, jakby miasto samo zapraszało, by zwolnić krok i pozwolić sobie po prostu doświadczać.


Tego dnia ruszyliśmy na drugą stronę Budapesztu - do Pesztu. Mimo tempa, które zwykle narzucam z chęcią zobaczenia wszystkiego, tego dnia postawiłam na większy relaks. I przede wszystkim… na wygrzanie zmarzniętych kości po wieczornym, mroźnym - lecz jakże wyjątkowym rejsie. 
Ciało domagało się ciepła. Rozpoczęcie dnia od gorących kąpieli w secesyjnych wnętrzach budapesztańskich łaźni, było genialnym pomysłem. Ciepło otulało skórę, a my powoli odzyskiwaliśmy energię, zanurzeni w tej niezwykłej, niemal rytualnej atmosferze.

Plan na ten dzień był następujący: 

⦁    Łaźnie Gellért
⦁    Budynek parlamentu w Budapeszcie (wnętrze)
⦁    Párisi Udvar Hotel Budapest
⦁    Bazylika św. Stefana w Budapeszcie
⦁    Węgierska Opera Państwowa
 

Kolejny dzień w Budapeszcie przywitał nas niezwykłymi wnętrzami, subtelnym przepychem, kojącą wodą termalnych łaźni i spokojem miasta otulonego złotym blaskiem Parlamentu.
Zapraszam Cię w podróż po magicznych zakątkach drugiej strony miasta  - pełnych emocji, światła i chwil, które czuje się głębiej niż potrafię opisać słowami. 
 

 

 

A group of icebergs floating on top of a body of water

 

„Wielu ludzi umiera z mnóstwem niezrealizowanych pomysłów.

Ci ludzie wciąż tylko przygotowują się do życia. I zanim się zorientują, ich czas dobiega końca

OLIVER WENDELL HOLMES 

 

 

KONIEC 

 


I tak kończy się podróż, która zostaje w sercu na długo.

Budapeszt przywitał mnie deszczem, zimnem i szarością… ale tylko z perspektywy pogody.

To, co dla innych mogłoby być utrapieniem i zepsutym urlopem, dla mnie stało się częścią jego uroku.
To miasto pokazało mi swoją elegancję, klasę i piękno w najczystszej formie. Zostawiło w moim sercu dziesiątki westchnień zachwytu, ciekawości i jeszcze większą wrażliwość na to, co naprawdę warte zauważenia.

 

 

Szczypiący mrozem w policzki rejs po Dunaju, miasto skąpane w złotym blasku, Parlament piękniejszy, niż można sobie wyobrazić, ciepłe kąpiele w starodawnych łaźniach i pachnące cynamonem kürtőskalács…

Budapeszt przełamał we mnie wiele schematów. Przełamał opinię zadufanego w sobie i zepsutego przepychem kraju.

Pokazał, że za tym złotem i przepychem stoi historia, szacunek i autentyczność. I że wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy patrzymy.
I chyba to jest w podróżach najpiękniejsze. Uczysz się doświadczać świata na nowo. Bez polityki, bez narzuconych opinii, bez schematów. Tworzysz własny obraz rzeczywistości - oparty na emocjach, własnych doświadczeniach, spotkaniach z ludźmi i własnym odczuwaniu. Tworzysz swoją, prawdziwą tożsamość. Tworzysz czułość do świata i ludzi. 

Weekendowy wyjazd okazał się furtką do kolejnych wojaży. 
Do otworzenia sie na świat, poznawania kultur, języków, przełamywania barier i schematów. Tych swoich w głowie i tych , które zostały nam narzucone przez narracje mass mediów i innych ludzi. 


Islandia była próbą.
Budapeszt stał się potwierdzeniem, że można.
Że mogę.
Z całym swoim bagażem doświadczeń, lęków i niepewności, ograniczonych zasobów. Że mimo strachu - a może właśnie z nim - jesteśmy w stanie zrobić więcej, niż nam się wydaje. Budując coraz to większą odwagę, która z czasem staje się tak wielka jak wielka jest nasza wiara w siebie.
 

 

Mój Drogi Czytelniku

cieszę się, że mogłam zabrać Cię w tę podróż.

Pełną zachwytów i wrażliwości. Pokazać Ci kawałek świata i być może zaszczepić w Tobie odwagę, by ruszyć w swoją własną drogę.

Pamiętaj - za kilka lat bardziej będziesz żałować tego, na co się nie odważyłeś, niż tego, że spróbowałeś.
 

 

 

Ściskam, Wasza OverTheHorizons 🤍


Do zobaczenia w kolejnych opowieściach - gdziekolwiek poniesie mnie świat. 🌍 


 

Copyright © OVER THE HORIZON -  | Wszelkie prawa zastrzeżone

Jako marka Over The Horizon, inspiruję ludzi do odkrywania świata i siebie.

Łącząc pasję do podróżowania z dążeniem do rozwoju osobistego, oferuję więcej niż tylko zwykłe doświadczenia turystyczne – tworzę przestrzeń do wzrostu, samopoznania i budowania życia pełnego spełnienia,  w której podróże stają się katalizatorem zmiany i wdzięczności za każde nowe doświadczenie.

Moje treści inspirują do poszerzania horyzontów i pomagają ludziom odkrywać ich pełny potencjał.